Magdalena MędreckaPaweł JaworskiJanusz KurzakMaciej JaworskiMarcin RasztabigaMarek KolachaKrzysztof Pałęga
BIKE ATELIER MTB MARATON PSARY (22.08.2021)

To już siódma edycja Bike Atelier MTB Maraton rozgrywana w Psarach. Przejechałem wszystkie na dystansie Pro, więc mogę je ocenić z perspektywy czasu. Najlepiej wspominam te pierwsze, bo dla mnie największym zaskoczeniem wtedy była ciekawa trasa w niedalekiej bliskości Zawiercia, której to nie znałem ani kawałka. Przed tamtym wyścigiem myślałem, że będą to nudne klimaty w stylu katowickich hałd. Trasa była jednak fajna, miała swój 'flow', i to w zasadzie od samego startu - czyli Górę Św. Doroty i Górę Parcinę. Od tamtego czasu trasa co roku mniej lub bardziej była modyfikowana. Zmiany wymuszone zostały poprzez kilka czynników, takich jak wykup i grodzenie terenu, przez które przebiegała, czy coraz częstsze asfaltowanie odcinków szutrowych. Tak więc już kilka lat nie ma ani Góry Św. Doroty, ani Góry Parciny. Zamiast tego pojawiło się więcej prostych szutrów. Mam też wrażenie, że tereny wokół Rogoźnika są już maksymalnie wyeksploatowane. Tak czy siak do Psar chętnie wracam choćby przez sentyment.

Zdjęcie: Pause

Tym razem na wyścig udaliśmy się w 10-osobowym składzie. Z pogodą w ostatnim czasie było różnie, tego dnia na szczęście dopisała. Start jak zwykle odbył się z boiska KS Iskra Psary. O starcie można napisać jeszcze coś - w tym roku nowością na Bike Atelier MTB Maraton jest rozdzielenie startów dystansów Pro i Hobby. Moim zdaniem jest to bardzo istotna zmiana. Może na starcie w sektorach tłok jest podobny, ale przynajmniej wiesz, że wszyscy z którymi rywalizujesz, jadą ten sam dystans.

Na starcie zostałem wstawiony do sektora 0, bo mieściłem się w pierwszej 30-tce klasyfikacji generalnej. Wiadomo było, że trzeba będzie przepuścić mocniejszych zawodników z 1. sektora. Start tym razem nie był taki szybki, jak zazwyczaj. Nie było wielkiego ciśnienia na asfalcie, a nawet na pierwszej drodze szutrowej.

Trasę w Psarach mógłbym podzielić na dwie części. Pierwsza połowa jest bardziej techniczna (o ile tą trasę w ogóle można nazwać techniczną), z dużą ilością nierówności, zakrętów i krótkich interwałowych podjazdów. Po wyjeździe z okolic Rogoźnika zaczyna się druga część, z długimi szutrowymi prostymi, kładąca większy nacisk na wytrzymałość i jazdę w okolicach progu. Na swoim starym, 26-calowym rowerze w pierwszej części nie czułem się zbyt dobrze. Jechałem spokojnie, wobec czego wyprzedziło mnie sporo osób. Dogonił mnie również Rafał startujący z drugiego sektora. Na początku czułem się niepewnie również dlatego, że kilka odcinków puszczono w odwrotną stronę, niż w latach poprzednich. Wydaje mi się, że to nienajlepsza zmiana, bo te odcinki wcześniej dawały większą frajdę. Druga część trasy znacznie lepiej mi pasowała - może dlatego, że niewiele na niej zmieniono. Te fragment mieliśmy okazję pokonywać już w każdych warunkach atmosferycznych - od ekstremalnego upału, po burzę z gradem.

Spokojnie mogę napisać, że Psary przejechane siedem razy nadal nie nudzą. Może nie powodują już takiej ekscytacji jak kiedyś, ale nadal stanowią jakąś klasę. Na pochwałę z klubu zasługuje na pewno Kuba, który przyjechał na wysokim, 17. miejscu Open na dystansie Pro.

Paweł Pabich
Zdjęcie na stronie tytułowej: Pause
Powrót...