Maciej JaworskiAdam DziukPaweł PabichKrzysztof PałęgaAnna WajzerMarek KolachaMagdalena Mędrecka
MISTRZOSTWA POLSKI MTB XCO MRĄGOWO (22.07.2018)

Organizacja Mistrzostw Polski MTB XCO 2018 od samego początku nastręczała komplikacji. Na przełomie roku wycofała się z niej Warszawa. Długo nie było wiadomo, czy mistrzostwa w ogóle się odbędą. Praktycznie w ostatniej chwili do organizacji zgłosiło się Stowarzyszenie LUZ Grupa, które zaproponowało jako miejsce imprezy Wzgórze Czterech Wiatrów w Mrągowie. Co prawda sam fakt, że mistrzostwa się odbędą ucieszył nas, natomiast tak odległa lokalizacja powodowała wiele problemów, nie tylko logistycznych. Większość z nas to osoby pracujące, także w weekendy, w związku z czym możliwość wyjazdu na kilka dni odpadała. Na wyjazd zdecydował się Adam, któremu postanowiłem potowarzyszyć.

Nie wiedzieliśmy czego można się spodziewać po mazurskiej trasie. Ani ja, ani Adam wcześniej tam nie gościliśmy. Za oknem samochodu podczas kilkugodzinnego dojazdu dominowały nudne widoki środkowej Polski, gdzie teren jest płaski i nijaki. Dopiero 50km przed Mrągowem obraz się zmienił, pojawiły się górki, jeziora, a przede wszystkim piękne lasy. Samo miasto docelowe było malowniczo położone nad dwoma jeziorami. Góra Czterech Wiatrów posiadała nawet wyciąg narciarski. Na miejsce dotarliśmy godzinę przed końcem rejestracji. Po krótkiej rozmowie z sędzią głównym (któremu musimy podziękować za ułatwienie formalności) Adam udał się na szybki objazd trasy, czasu do jej zamknięcia starczyło akurat na pokonanie dwóch pętli.

Sama trasa nie należała do trudnych, tak przynajmniej twierdził Adam i kilka innych osób. Według mnie predysponowała zawodników o dobrym przygotowaniu kondycyjnym i wysokim stosunku generowanej mocy do wagi. Technicznie była prosta, zarówno pod względem przeszkód, jak i zjazdów (jak to powiedział jeden uczestnik - "lepszy rock garden to ja mam w ogródku"). Podjazdy były sztywne, a nawierzchnia na nich sucha, lecz pojawiały się piachy, więc jazda wymagała koncentracji.

Po objeździe udaliśmy się na nocleg do pobliskiej agroturystyki. Według właściciela nocowało tam 27 uczestników mistrzostw, m.in. drużyny z Wałbrzycha i Rybnika. Było późno, więc szybko trzeba było się kłaść do łóżek, odprawa techniczna o 8:00 rano, start o 9:00. W kategorii Adama, czyli Masters I, na starcie stanęło 25 osób. Pomimo rozgrywania wyścigu o względnie wczesnej porze ułożenie trasy powodowało, że większa jej część była nagrzana przez poranne słońce. O rozmieszczenie zawodników na starcie decydowało losowanie. Adam miał na tyle szczęścia, że nie był ostatni... bo wylosował 24. pozycję.

Sam start był decydujący, od początku utworzyła się prowadząca 4-osobowa grupka, w której jechali zwycięzcy wyścigu. Adam stopniowo przebijał się do przodu, jednak było to dość trudne. Na trasie nie było w zasadzie sekcji, gdzie można by nadrobić stratę wysokimi umiejętnościami technicznymi. Ostatecznie ukończył wyścig w środku stawki - na 12 miejscu.

Wczesna pora rozgrywania wyścigu powodowała, że na trasie praktycznie nie było kibiców. Tak więc przebieg rywalizacji wyglądał raczej na niedzielny wyścig klasy "ogór", niż na imprezę klasy mistrzowskiej. Oprócz wcześniej wspomnianej "łatwości" trasy należy powiedzieć, że była ona dobrze oznakowana i zabezpieczona. Pod tym względem nie ma się do czego przyczepić.

Na miejscu zostaliśmy obejrzeć jeszcze trzy następne starty - juniorek, juniorów, a na końcu orliczek i elity kobiet. W miarę rozgrywania zawodów kibiców przybywało. Nikt chyba nie ściąga ich lepiej na trasę, niż Maja Włoszczowska. Na koniec czekał nas jeszcze 7-godzinny powrót do domu, przez korki, objazdy i inne Warszawy. Na następne Mistrzostwa Polski pojedziemy większą ekipą i lepiej przygotowani. Taki jest plan.

Paweł Pabich
Powrót...